Uwielbiam letnie noce. Wszystko się wtedy tak wycisza, powietrze jest przejrzyste i świeże. Dniami snuję się bez celu, piję mrożone kawy które dają ulgę od upału i energię tylko na chwilę. Tak naprawdę tylko czekam na noc, kiedy mózg znów zacznie mi pracować w normalnej temperaturze a za oknem ucichnie hałas lepiących się dzieci i spoconych od koszenia sąsiadów.
Odpoczywam po umysłowo wyczerpującej sesji i emocjonalnie męczącym pobycie mojego egzotycznego przyjaciela, który z prawidzwą pasją opowiada o nauce tanga (która tkwi w głowie, nie w stopach) i ze łzami w oczach o Małym Księciu. W wieku lat 28 zachował radość i ciekawość świata dziecka, ale też jak dziecko nie potrafi kryć żadnych swoich uczuć i otwarcie okazuje złość na świat, kiedy nie może dostać jakiejś zabawki.
Nie da się oszukać czasu, do czego on uparcie dąży. Ale nie mam serca mu o tym powiedzieć.
Właśnie obejrzałam prześwietny film "
GranatowyPrawieCzarny". Choć momentami nieco pozbawiony rozsądku (którego jestem ostatnio, niebywałe, wielką fanką), to wciąż przepięknie ukazujący pewien schemat poszukiwania samego siebie i radzenia z czasem nietypowymi problemami. I, co najważniejsze, udziela jasnej odpowiedzi. Konsekwencje decyzji nie są ważne; niezależnie od nich była najlepsza.

Echhh, tak się kończy pisanie o filmie unikającjakichkolwiek spoilerów. Nie zrozumie tego nikt, kto nie widział filmu ;P
PS. Tytuł wpisu to jednocześnie tytuł tomiku poezji Mikołaja Konczalskiego. Chodził mi on po głowie od około 2 miesięcy, wpadł nagle na wykładzie z historii literatury (gdzie mi te myśli błądzą?) i dziś zupełnym przypadkiem trafiłam na tę małą i niepozorną książeczkę podczas porządków.
Lubię, jak rzeczy same mnie znajdują.
They were boys with their cars, summer jobs
Oh my God
Are you one of them?
Sufjan Stevens, John Wayne Gacy, Jr.