maandag 17 mei 2010

Popłynie wrzątek i pęknie serce.

oj oj. czwarta zaraz. kot łazi po klawiaturze, może to i dobrze, randomowy ciąg liter będzie miał większą głębię przekazu niż nocna mieszanka pomidorówki, upieczonej późnym wieczorem zebry, kima nowaka, a nie, to już flaming lips, no proszę, i prawieku. fajna książka, zaplusowała smaganiem cielska rzeki olchową gałęzią, no i wszystko przebije małego janka i jego chrząszcze-chrabąszcze, jakoś do mnie to nie przemawia, srsly. ja wiem, że to ważne, arcydzieło literatury niderlandzkiej zapewne, i tak dalej, ale chyba potraktuję to jak nuta, która właśnie umościła się na janku wygodnie i wylizuje sobie. nogę.
shake mik babe, frida i warhol, i już nic więcej się nie uchowało na ścianach. zniknęła nawet szatańska kupa z tablicy korkowej, wszystko przez nutę, która upodobała sobię fascynującą zabawę zdrapywania pinezek. oczywiście, każda kolejna kończyła pod łóżkiem/szafką/dywanem/równoległym wszechświatem, przecież koty tam bywają, co jakiś czas muszą zrobić wielką wyprawę po wszystkie zaginione zabawki z guzików, metek, agrafek i niezjadalnego jedzenia. do którego zaliczane jest teraz mięso, nad które przedkłada się podejrzanego pochodzenia mieszanki tesco. jedyne, w co w nich wierzę, to drżąca w paszczy mojego kota galareta. reszta to coś na kształt zmielonego papieru.

Gdy się nie wysypiam mam szczurzą twarz 
niebo jest czarne, nie ma na nim gwiazd
w poduszkach chowam chmury zamiast piór
kina i apteki wpadają mi do ust
i chodze przez sen, pracuje przez sen
setki kilometrów robię kiedy spie
biegne po dachach, przechodze przez drzwi
dziwne historie dzieją się gdy spisz
dużo tu tego kota, który nawet nie jest mój. ale w końcu z nim ostatnio dzielę łoże, myśli i talerz, więc może i słusznie.
C'mon sucker, lick mah battery!

Geen opmerkingen:

Een reactie posten