A jest dobry, z kilku powodów.
Wymienię najważniejszy - otóż mój ukochany zespół, rozsiewający za każdym razem ciepło w moich trzewiach, wydał nową płytę! Nie zamieszczę nowego kawałka, bo dopiero słucham całości i jeszcze nie mam faworyta, ale dla nieznających ich największy 'przebój'. Band of horses budują niesamowity klimat ciepłem gitarowych brzmień i jakąś taką... delikatnością? Nie wiem jak to określić, ale ja bardzo jestem na ten nastrój podatna.
Poza tym wyspałam się, dowiedziałam się że bezproblemowo zaliczam jeden przedmiot i byłam na bardzo miłej kawie w Macu (kurczę, kawę mają naprawdę dobrą). I nie pada deszcz i można spacerować, pochmurnym bo pochmurnym, ale jednak wiosennym Poznaniem :-)
A teraz płodzenie 2 recenzji filmowych i tłumaczenie dziwnego artykułu o żarciu. Ale przynajmniej muzyka mi umili wieczór.
woensdag 19 mei 2010
maandag 17 mei 2010
old spice, damn straight.
Od Dori, zabiło mnie dziś z ranka o 15 ^^
Chcę takiego Murzyna z OldSpice'em.
I nie chcę wracać do szarej rzeczywistości studiowania, za dobrze mi tu -.-
Chcę takiego Murzyna z OldSpice'em.
I nie chcę wracać do szarej rzeczywistości studiowania, za dobrze mi tu -.-
Popłynie wrzątek i pęknie serce.
oj oj. czwarta zaraz. kot łazi po klawiaturze, może to i dobrze, randomowy ciąg liter będzie miał większą głębię przekazu niż nocna mieszanka pomidorówki, upieczonej późnym wieczorem zebry, kima nowaka, a nie, to już flaming lips, no proszę, i prawieku. fajna książka, zaplusowała smaganiem cielska rzeki olchową gałęzią, no i wszystko przebije małego janka i jego chrząszcze-chrabąszcze, jakoś do mnie to nie przemawia, srsly. ja wiem, że to ważne, arcydzieło literatury niderlandzkiej zapewne, i tak dalej, ale chyba potraktuję to jak nuta, która właśnie umościła się na janku wygodnie i wylizuje sobie. nogę.
shake mik babe, frida i warhol, i już nic więcej się nie uchowało na ścianach. zniknęła nawet szatańska kupa z tablicy korkowej, wszystko przez nutę, która upodobała sobię fascynującą zabawę zdrapywania pinezek. oczywiście, każda kolejna kończyła pod łóżkiem/szafką/dywanem/równoległym wszechświatem, przecież koty tam bywają, co jakiś czas muszą zrobić wielką wyprawę po wszystkie zaginione zabawki z guzików, metek, agrafek i niezjadalnego jedzenia. do którego zaliczane jest teraz mięso, nad które przedkłada się podejrzanego pochodzenia mieszanki tesco. jedyne, w co w nich wierzę, to drżąca w paszczy mojego kota galareta. reszta to coś na kształt zmielonego papieru.
dużo tu tego kota, który nawet nie jest mój. ale w końcu z nim ostatnio dzielę łoże, myśli i talerz, więc może i słusznie.
C'mon sucker, lick mah battery!
shake mik babe, frida i warhol, i już nic więcej się nie uchowało na ścianach. zniknęła nawet szatańska kupa z tablicy korkowej, wszystko przez nutę, która upodobała sobię fascynującą zabawę zdrapywania pinezek. oczywiście, każda kolejna kończyła pod łóżkiem/szafką/dywanem/równoległym wszechświatem, przecież koty tam bywają, co jakiś czas muszą zrobić wielką wyprawę po wszystkie zaginione zabawki z guzików, metek, agrafek i niezjadalnego jedzenia. do którego zaliczane jest teraz mięso, nad które przedkłada się podejrzanego pochodzenia mieszanki tesco. jedyne, w co w nich wierzę, to drżąca w paszczy mojego kota galareta. reszta to coś na kształt zmielonego papieru.
Gdy się nie wysypiam mam szczurzą twarz
niebo jest czarne, nie ma na nim gwiazd
w poduszkach chowam chmury zamiast piór
kina i apteki wpadają mi do ust
i chodze przez sen, pracuje przez sen
setki kilometrów robię kiedy spie
biegne po dachach, przechodze przez drzwi
dziwne historie dzieją się gdy spisz
C'mon sucker, lick mah battery!
Abonneren op:
Reacties (Atom)
